Słońce za oknem przypomniało mi wakacje... Wyjechaliśmy, poznaliśmy, posmakowaliśmy, całymi sobą byliśmy na Krecie. Wyjazdy mają to do siebie, że jesteś w zupełnie innym miejscu, całkowicie odmiennym od Twojej codzienności i aż chce się wyciskać chwilę do ostatniej kropelki. Wypożyczyliśmy samochód, otwieraliśmy mapę i jechaliśmy w nieznane. Co wspominam najchętniej? Prawie wszystko, bo był to naprawdę udany wyjazd. Człowieka, który uratował nam życie w Heraklionie i podszedł do zbłądzonych owieczek i wskazał drogę, tylko dlatego, że uwielbia młodych turystów. Jakby tego było mało zaprosił nas do swojego sklepu mówiąc, że kiedy tylko będziemy na Krecie, to właśnie tam pytać o niego. Małżeństwo, które poznaliśmy w hotelu i razem z nami przemierzało nieznane zakamarki Krety. Wspólny śmiech w restauracji na targowisku. Lodówkę, która zamieniała wodę w lód, co jednak na warunki klimatyczne Krety okazywało się wielkim błogosławieństwem. Plaże, którą odkryliśmy jadąc wzdłuż wybrzeża. Mojego męża, który dzielnie stawał w każdym miejscu, które warte było, aby je sfotografować. Pana Boga, który niesamowicie objawiał się w swoim stworzeniu..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz