Zapewne sama nazwa miejscowości nie wiele ze sobą niesie. Z racji wykonywanej pracy mam możliwość poznawania ludzi, którzy działają na rzecz drugiego człowieka, a więc prowadzących ośrodki terapeutyczne, świetlice. Z tego też powodu znalazłam się na Śląsku w Mysłowicach, gdzie mieści się Świetlica Fabryka Uśmiechów. Odwiedziny te bardzo mnie poruszyły. Po pierwsze kiedy zobaczyłam, w jakich warunkach mieszkają ludzie, małe dzieci w XXI wieku, to po prostu chciało mi się płakać. Po drugie słysząc historię młodych ludzi i dzieci miałam wrażenie, jakby opowiadali mi fabułę tragicznego filmu. Ale w tym wszystkim pojawia się uśmiech. Są ludzie, którzy poświęcają swój czas, energię do tego, by zmieniać rzeczywistość wokół siebie. Niesamowitym jest widzieć dzieciaka, który jeszcze nie dawno pił, palił i kradł, a teraz jest wolontariuszem dla młodszych dzieciaków. Niesamowitym jest widzieć, jak rodziny wpuszczają ich do domów, jak przyjmują pomoc i bardzo bardzo małymi kroczkami zmieniają się od środka. Dlaczego to robią? Prawda jest taka, że gdyby robili to z chęci samorealizacji już dawno by się wypalili, bo jest to ciężka i żmudna praca. Dlatego też, tacy ludzie są dowodem na istnienie Boga i tego, że nie jest mu obojętny los człowieka, że wchodzi w historię i zmienia.
czwartek, 29 marca 2012
Półmaraton
Stałyśmy dumne przy barierkach dzierżąc w rękach balony w kształcie "1" i wyczekując z niecierpliwością naszych mężczyzn. Tłum ludzi i ciągle puszczana w tle piosenka "We are the champions" sprawiała, że jeszcze mocniej napawałam się dumą i szczerze przyznam musiałam hamować łzy. Te emocje.. Przebiegł pierwszy... A gdzie jest mój Łukasz.. nie ma go i nie ma... Nagle dostaję telefon od kuzyna stojącego na mecie: "Widziałem go! Przebiegł metę!" Co za porażka!!! nie widziałam kiedy minął mnie własny mąż- nic straconego! Wzięłam balon pod pachę i puściłam się biegiem w kierunku... no właśnie... biegałam w kółko próbując odnaleźć, gdzie też spoczywa ;p mój maratończyk. Dotarłam na szarym końcu- wszyscy stali już razem, a ja biegałam wokół stadionu. Morał z tej historii płynie następujący: nawet jeśli nie widzisz własnego męża, to i tak bądź z niego dumna;p
niedziela, 25 marca 2012
1944
![]() |
| A za oknem nie słychać już śpiewu ptaków, lecz wybuchy pocisków i płacz... |
![]() |
| Wnętrze muzealnej kawiarenki. |
Tym razem udało nam się "zaliczyć" aż dwie strony z przewodnika. Wybraliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Trudno jest oceniać historię w kategoriach warto, czy nie warto, bo według mnie zawsze warto poznawać to, co za nami. Muszę jednak przyznać, że jest to jedne z lepszych muzeów, w których do tej pory byłam. Może dlatego, że interesuje mnie tematyka II wojny światowej, a może po prostu dlatego, że jest naprawdę dobrze zrobione. Przechodząc z jednej sali do drugiej w mojej głowie nieustannie rysowała się myśl: "jak my mało wiemy o życiu". Należymy do pokolenia, któremu wszystko się należy, bo... skończyłam studia, zapracowałam sobie. Ale czy gdzieś w tym wszystkim nie zatraciliśmy priorytetów? Czy nie zgubiliśmy gdzieś woli walki o wielkie wartości? Dla ludzi czasów wojny nauka na tajnych kompletach była walką o kulturę, o polskość. Słowo jedność miało zupełnie inne znaczenie. Kiedy czytałam listy mężów do żon, dzieci do rodziców, to w każdy z nich przesiąknięty był troską, miłością, tęsknotą. Prawie w każdym z nich zawarta była modlitwa... Ktoś może powiedzieć- jak trwoga to do Boga... Ale można też ująć to inaczej, tylko w doświadczeniach jesteśmy w stanie zobaczyć coś więcej niż czubek własnego nosa. Tylko w sytuacjach trudnych możemy w pełni pojąć, że sami tak naprawdę nic uczynić nie możemy i potrzebujemy Tego, który nas stworzył...
Zahaczyliśmy podczas swojej wędrówki o Pałac Kultury. Tak się składa, że na studiach pisałam pracę na temat tajemnic owego miejsca i od tego czasu jest w nim coś co mnie fascynuje. Od zawsze patrząc na niego mam wrażenie, że jest jakby wklejony do Warszawskiej rzeczywistości i pomimo swojej brzydoty jest w nim coś, co wywołuje uśmiech...
wtorek, 20 marca 2012
Odblaski dawnej chwały...
Wiatr nam nie straszny, kiedy świeci choć trochę słońca :) I w ten oto sposób zaliczyliśmy pierwszy punkt przewodnikowy, a nawet więcej. Zobaczyliśmy socrealistyczny plac Warszawy, czyli plac konstytucji. Teraz to już zaledwie mały odblask dawnej świetności, który nie wywiera na ludziach zbyt wielkiego wrażenia. Mało kto zatrzymuje się, żeby się rozejrzeć, pomyśleć, a jest o czym, bo przecież plac ów był tuż obok Pałacu Kultury i Nauki sztandarową inwestycją w ówczesnej Warszawie, a jednocześnie przypomina nam o absurdalności tamtych lat... Chcąc nie chcąc pojawia się w mojej głowie myśl wdzięczności za to, że tak wiele się zmieniło...
Zboczyliśmy trochę z kursu na kawę do miejsca o nazwie: "Smakk". Jest to miejsce dosyć nietypowe. Dlaczego? Bo tak naprawdę jest to sklep- z wędliną, mięsem, chlebem i tego typu rzeczami. Myślisz sobie, że dziwnie jest się zrelaksować przy kawie patrząc na szynkę, albo kawał mięcha, ale ja myślę, że jest to świetne miejsce dla tych, którzy nie mają czasu wybrać się do kawiarni. Dla ludzi, przeważnie kobiet, które po pracy w pędzie robią zakupy, po czym ciągną niczym statki handlowe z żywnością do domu. Czemu by się nie zatrzymać choć na 15 min.? Zakupy można zrobić tuż po krótkim relaksie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)











