niedziela, 25 marca 2012

1944








A za oknem nie słychać już śpiewu ptaków, lecz wybuchy pocisków i płacz...



Wnętrze muzealnej kawiarenki.



Tym razem udało nam się "zaliczyć" aż dwie strony z przewodnika. Wybraliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Trudno jest oceniać historię w kategoriach warto, czy nie warto, bo według mnie zawsze warto poznawać to, co za nami. Muszę jednak przyznać, że jest to jedne z lepszych muzeów, w których do tej pory byłam. Może dlatego, że interesuje mnie tematyka II wojny światowej, a może po prostu dlatego, że jest naprawdę dobrze zrobione. Przechodząc z jednej sali do drugiej w mojej głowie nieustannie rysowała się myśl: "jak my mało wiemy o życiu". Należymy do pokolenia, któremu wszystko się należy, bo... skończyłam studia, zapracowałam sobie. Ale czy gdzieś w tym wszystkim nie zatraciliśmy priorytetów? Czy nie zgubiliśmy gdzieś woli walki o wielkie wartości? Dla ludzi czasów wojny nauka na tajnych kompletach była walką o kulturę, o polskość. Słowo jedność miało zupełnie inne znaczenie. Kiedy czytałam listy mężów do żon, dzieci do rodziców, to w każdy z nich przesiąknięty był troską, miłością, tęsknotą. Prawie w każdym z nich zawarta była modlitwa... Ktoś może powiedzieć- jak trwoga to do Boga... Ale można też ująć to inaczej, tylko w doświadczeniach jesteśmy w stanie zobaczyć coś więcej niż czubek własnego nosa. Tylko w sytuacjach trudnych możemy w pełni pojąć, że sami tak naprawdę nic uczynić nie możemy i potrzebujemy Tego, który nas stworzył...
Zahaczyliśmy podczas swojej wędrówki o Pałac Kultury. Tak się składa, że na studiach pisałam pracę na temat tajemnic owego miejsca i od tego czasu jest w nim coś co mnie fascynuje. Od zawsze patrząc na niego mam wrażenie, że jest jakby wklejony do Warszawskiej rzeczywistości i pomimo swojej brzydoty jest w nim coś, co wywołuje uśmiech...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz