Ostatnimi czasy wybrałam się do Zabrza, do dzielnicy Romskiej. Można spokojnie powiedzieć, że jest to miasto w mieście, w którym czas biegnie zupełnie inaczej... Ludzie siedzą przed blokami, dzieciaki biegają po ulicach. Usłyszeć można opowieści o pisanych sobie ślubach, jak i miłosnych porwaniach. Zobaczyć społeczność, w której wszyscy się znają i poznać ludzi, którzy swoim życiem obalają stereotyp kradnącego Cygana. Każdy Cygan śpiewa, niesamowite melodie. Muzyka towarzyszy im każdego dnia. Jak powiedział jeden z Cyganów: "Śpiewamy kiedy się ktoś rodzi, śpiewamy, kiedy ktoś umiera. Muzyka jest z nami wszędzie."
czwartek, 31 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012
A czas leci...
Czas leci tak szybko do przodu, że wydaje się to być nieprawdopodobnym. Lecz gdy spojrzymy na zdjęcia, które zatrzymują momenty i chwile, łatwo możemy dojrzeć upływ czasu. Szczególnie jeśli spojrzymy na dzieci. Dziś ktoś drogi mojemu sercu: mój bratanek Mateusz i jego dorastanie :)

| Tutaj zaczyna się moja historia. Mam jeden dzień. Póki co świat nie jest zbyt interesujący, poza tym jestem bardzo zmęczony po podróży ;) |
| Tu już mam kilka miesięcy. Jeszcze sam nie siadam, leżaczek się pode mną nie ugina, ale płaczem jestem w stanie postawić całą rodzinę na nogi. |
środa, 23 maja 2012
Coś innego...
W minioną sobotę ulicami Warszawy przeszedł kolejny blokujący ulice marsz... Jak się jednak okazuje nie był to polityczny przemarsz, nie była to żadna afera religijna, ale pierwsza od ok. 20 lat inicjatywa kościołów protestanckich w Polsce. Były śpiewy, muzyka, modlitwy, koncerty, a wszystko odbyło naprawdę w pokojowej atmosferze. Były rodziny z dziećmi, kobiety w ciąży, staruszkowie... Byłam też ja, czego nie żałuję.
czwartek, 17 maja 2012
Małe porównania...
Jednym z punktów przewodnika jest: odwiedzenie i posiedzenie w klimatycznych Warszawskich kawiarniach. Jako, że w ostatnim czasie klimat sprzyjał ich odwiedzaniu, postanowiłam umieścić je w jednym poście na zasadzie porównania. A zatem w szranki stają: Vincent na Nowym Świecie, Cafe Kafka na Powiślu i zobaczona po drodze do domu Cafe Chełmska.
Zacznę od Vinceta... Tak jest wypiek świeżego pieczywa na miejscu, tak jest przecudowny zapach zaraz po wejściu i tak widząc wystawione smakołyki od razu ma się ochotę na wszystko po kolei. Minusem jest dla mnie kawa, której rozmiar zmniejsza się wraz z długością funkcjonowania tej kawiarni. Boję się, że nie długo i latte dostanę w filiżance do espresso. Jeśli jednak chodzi o rogaliki i inne smakołyki jak najbardziej są warte grzechu;) Zatem jeśli chcemy na chwilkę uruchomić swoje zmysły zapachu, smaku i wyobraźni czemu nie... Powiedzenie, że chcemy napić się tutaj małej czarnej jest jak najbardziej na miejscu;)
![]() |
| Źródło zdjęcia |
Teraz na paletę weźmiemy Cafe Kafka... Cóż muszę przyznać, że mam słabość do tego miejsca. Dlaczego? Po pierwsze mają świetne jedzenie, kawy, shake i wyśmienite ciasta. Jest oranżada, która chcemy, czy nie cofa nas w czasy naszego dzieciństwa. W lato można posiedzieć na kocach, tudzież leżakach, jest badminton, gry planszowe. Na dobrą sprawę można spędzić tam całe popołudnie...
![]() | |
| Źródło zdjęcia |
No i pozostała nam jeszcze Cafe Chełmska. Niestety nie można powiedzieć, że jej położenie jest w atrakcyjnym miejscu, bo stoliki na zewnątrz są tu przy parkingu. Myślę, że stworzona jest głównie z myślą o ludziach z tutejszych biur i filmówki. Jeśli jednak przejazdem znajdziemy się w tych okolicach można śmiało wdepnąć na dobrą kawę ciepłą, bądź mrożoną. Może ta kawiarnia nie konkuruje z kawiarniami na starówce, czy Nowym Świecie, ale dla okolicznych mieszkańców na pewno jest miłym urozmaiceniem.
Tak po cichu myślę sobie, że dobry klimat w kawiarni jakoś ułatwia rozmowę. Człowiek jest stworzeniem mimo wszystko estetycznym, lubi korzystać ze swoich zmysłów. Wybiera rzeczy miłe dla słuchu, wzroku, węchu. Ale i tak w kawiarni najważniejsze jest to, z kim do niej pójdziemy.Dobre wspomnienia z różnych miejsc nie wynikają do końca z samego miejsca, ale towarzyszy naszej podróży. Wspominam wspólne zaspokojenie głodu po wielogodzinnym spacerze i wielkie zdziwienie wielkością filiżanek w Vincencie; wspominam śmiech i rozmowy o życiu z Cafe Chełmska; wspominam bieganie z kocykiem i udawanie ćmy na leżaku w Cafe Kafka... To ludzie nadają kolor i kształt naszym wspomnieniom. Coś staje się dla nas niezapomnianym miejscem, bo byli z nami ludzie... Tak sobie pomyślałam, że gdyby nie oni, to opisywanie tego wszystkiego w ogóle nie miałoby sensu...
piątek, 4 maja 2012
Daleko choć blisko
Wyjeżdżając na majówkę nawet nie podejrzewałam, że tak blisko Warszawy możliwe będzie odnaleźć tak piękne miejsce. Taki ukryty świat... owce, kozy, krowy, natura... cisza i odpoczynek...
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































