czwartek, 29 marca 2012

Półmaraton











Stałyśmy dumne przy barierkach dzierżąc w rękach balony w kształcie "1" i wyczekując z niecierpliwością naszych mężczyzn. Tłum ludzi i ciągle puszczana w tle piosenka "We are the champions" sprawiała, że jeszcze mocniej napawałam się dumą i szczerze przyznam musiałam hamować łzy. Te emocje.. Przebiegł pierwszy... A gdzie jest mój Łukasz.. nie ma go i nie ma... Nagle dostaję telefon od kuzyna stojącego na mecie: "Widziałem go! Przebiegł metę!" Co za porażka!!! nie widziałam kiedy minął mnie własny mąż- nic straconego! Wzięłam balon pod pachę i puściłam się biegiem w kierunku... no właśnie... biegałam w kółko próbując odnaleźć, gdzie też spoczywa ;p mój maratończyk. Dotarłam na szarym końcu- wszyscy stali już razem, a ja biegałam wokół stadionu. Morał z tej historii płynie następujący: nawet jeśli nie widzisz własnego męża, to i tak bądź z niego dumna;p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz